Pobłądziłam jak głupia. Nie wiem, w
którą stronę jest w prawo i lewo. Nie wiem, czy w ogóle istnieje jakakolwiek
strona. Czy prawo jest prawem, a lewo jest lewem. Kiedy idę w stronę przystanku tramwajowego, zawsze mijam ten sam samochód – duży i
czarny. Stoi tam i stoi. Czeka i nie czeka jednocześnie. Nigdy nie widziałam
tego zakrętu pozbawionego samochodu ogromnego jak świat i małego jak świat.
Przyrósł mi ten samochód w ten zakręt; wrósł w niego całą swoją wielkością i
czarnością. Kolorem swoim i połyskiem rozświetla zamknięty zaułek dzielnicy
małego, pół-europejskiego miasta. Dlaczego ono tak trwa, niewzruszone, w
świecie zmieniających co dwa tygodnie pór roku. Dlaczego opiera się szaleństwu
i zwalcza je swoim swobodny a stałym obłędem nieporuszalności się w żadnym ze
znanych i nieznanych wymiarów. Stoi uparcie jak drogowskaz mojej codziennej
drogi z mieszkania na przystanek i z przystanku do mieszkania. Nawet nie wiem, czy
ono istnieje naprawdę, czy je sobie wymyśliłam, wyobraziłam – żeby wiedzieć, w
którym momencie należy przestać iść prosto, a skręcić – bo droga cały czas ta
sama, cały czas do przodu, cały czas przed siebie. [Zabawna zależność: kiedy wracam też idę do przodu, tylko wstecz,
tylko na opak, tylko w krzywym zwierciadle – nie oglądam się jednak za siebie z
przekonania, że powrót ma swój kres przede mną.]
Chciałabym
być intelektualistką. Chciałabym znać najważniejsze języki nowożytne.
Chciałabym znać najważniejsze języki starożytne. Chciałabym być człowiekiem
renesansu. Chciałabym być postczłowiekiem. Chciałabym przeczytać Homera.
Chciałabym przeczytać Marksa. Chciałabym palić papierosy. Chciałabym mieć
kawalerkę. Chciałabym mieć białe ściany. Chciałabym chodzić po drewnianej
klatce schodowej. Chciałabym pisać
o Wyspiańskim, Różewiczu, Witkacym. Chciałabym dosłuchać do końca Kosmosu Gombrowicza. Chciałabym uczyć się wierszy na pamięć. Chciałabym mieć lepszą pamięć do Rzeczy Istotnych. Chciałabym nie pamiętać. Chciałabym budzić się rano. Chciałabym dłużej pospać. Chciałabym znać historię filozofii. Nie chciałabym być filozofem. Chciałabym być żoną i matką. Chciałabym byś sama. Chciałabym odwiedzić Paryż i Florencję. Chciałabym nie ruszać się z miejsca. Chciałabym znaleźć Księgę Schulza. Chciałabym nie umieć czytać. Chciałabym wiedzieć, jak to jest niewiedzieć. Chciałabym nie bać się swojej wyobraźni. Chciałabym chcieć nie w czasie przypuszczającym. Chciałabym się skończyć, aby wreszcie się zacząć.
o Wyspiańskim, Różewiczu, Witkacym. Chciałabym dosłuchać do końca Kosmosu Gombrowicza. Chciałabym uczyć się wierszy na pamięć. Chciałabym mieć lepszą pamięć do Rzeczy Istotnych. Chciałabym nie pamiętać. Chciałabym budzić się rano. Chciałabym dłużej pospać. Chciałabym znać historię filozofii. Nie chciałabym być filozofem. Chciałabym być żoną i matką. Chciałabym byś sama. Chciałabym odwiedzić Paryż i Florencję. Chciałabym nie ruszać się z miejsca. Chciałabym znaleźć Księgę Schulza. Chciałabym nie umieć czytać. Chciałabym wiedzieć, jak to jest niewiedzieć. Chciałabym nie bać się swojej wyobraźni. Chciałabym chcieć nie w czasie przypuszczającym. Chciałabym się skończyć, aby wreszcie się zacząć.
Słowa
wracają. Napisałam trzy wiersze. Czy jestem Kimś Innym? Nie wiem. Przeczytałam
dziś Mosta na Utratą po raz drugi.
Czytało mi się zupełnie inaczej, świadomiej. Kiedy myślę o tym opowiadaniu z
mojej świadomości, z mojej Pamięci wyłania się obraz – Droga krzyżowa Bruegela. Niderlandzki twórca w centralnym miejscu
obrazu ustawił młyn – nie krzyż. I podobnie w swoim opowiadaniu czyni
Iwaszkiewicz. Ten Krzyż jest gdzieś w tle, tam, gdzie go nie bywać. Pisarz
ukrywa między Słowami ten obraz Ukrzyżowania – wykrwawiania się, niepewności,
samotności…
patrzę w noc
odwracam głowę
od otwartego okna
i
patrzę w noc
tak
dalekie są te ciemności
tal bliskie
jak Niebo i Piekło
świętość i potępienie
tal bliskie
jak Niebo i Piekło
świętość i potępienie
śpij
mówicie
Bóg zaszedł jak słońce
i nie wstał już
mówicie
Bóg zaszedł jak słońce
i nie wstał już
i
przyszły dni krótkie
wieczory bez końca
zapadła się w sobie
granica dnia i nocy
gdzie jesteście
światła
gdzie jesteście
ciemności
wieczory bez końca
zapadła się w sobie
granica dnia i nocy
gdzie jesteście
światła
gdzie jesteście
ciemności
zakwitł
mi w sercu
kwiat tarniny
rozkwitł mi się
koroną cierniową
kwiat tarniny
rozkwitł mi się
koroną cierniową
weszłam
łagodnie
w poranek zmartwychwstania
przyglądając się
cieniom
w poranek zmartwychwstania
przyglądając się
cieniom
God
save us from the death like this
save us from the death like this
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Moje słowa stają się bezdomne - - -
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - --
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
-- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
- - -
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz